Start NOCNE NURKOWANIE PRZY -15*
Nurkowanie przy -15 stopniach

Cofnijmy się pamięcią do 16 grudnia 2009 roku. Umówiliśmy się na koparach na 18 by tradycyjnie zrobić tz. "krótkie nocne" (ze mną trwa ono z reguły 50-80 minut Śmiech). Na polu, czy na dworze (w zależności od rejonu, z którego czytacie tego newsa) było -15 stopni Celsjusza. Pięknie, ekstremalnie i z lekką nutą ryzyka. Rozłożyliśmy się w wiacie, zapaliliśmy lampkę i butlę gazową z promiennikiem (która "uratowała" nam drugie nurkowanie tej nocy) i zaczęliśmy klarować sprzęt. Obawialiśmy się trochę zamarznięcia automatów, ale... Było fantastycznie. Woda 5 stopni, przejrzysta, choć rybek mało. Po wyjściu z wody, położyliśmy na stole nasze sprzęty i zaczęliśmy ogrzewać ręce. Postanowiliśmy nabić butle na drugiego nura. I tu pierwsze zaskoczenie- WSZYSTKO PRZYMARZŁO DO SIEBIE!


Nie było jak odczepić karabinków od D-ringów, ciężko było odkleić butlę od stołu, pasy pozamarzały tak, że można by było pomyśleć, że to aluminium a nie cordura... Butle nabito nam pojedynczo (w ogóle patrzyli na nas trochę jak na istoty z innej planety Uśmiech ), by nie doprowadzić do zamarznięcia sprężarki... Została nam najtrudniejsza część planu- trzeba było  jakoś rozmrozić sprzęt i potem tak go szybko ubrać, by z powrotem nie zamarzł. Zadanie utrudniał nam fakt, że tylko jeden akwalung mógł stać przy butli z gazem... Kiedy weszłam do wiaty by ponownie ogrzać sobie ręce, przeżyłam kolejny szok- NIE MOGŁAM KUCNĄĆ BO MI ZAMARZŁ SKAFANDER! No i ... współczuję koledze, który zdjął go w celu udania się za potrzebą fizjologiczną... Uparliśmy się jednak na to nurkowanie i choćbyśmy mieli kończyć ubierać się w wodzie, to postanowiliśmy tak właśnie zrobić.


Położyliśmy mój sprzęt na wózek i podsunęliśmy pod promiennik. W tym czasie Paweł z prędkością światła układał swój akwalung na stole tak, by móc go od razu ubrać, gdy mój odtaje. Znowu kolejny szok. Zamarzł mi inflator. Nie mogłam dopompować skrzydła. Dramat, bo przecież w razie czego, gdyby trzeba się było ubrać w wodzie, nie wskoczę do niej z nienapompowaną kamizelką... Cóż nie dało się sposobem, trzeba było zrobić siłą. Taaaaaak teraz inflator miał stały wydatek! Zakręciliśmy butle i ustaliliśmy, że odkręcę je sobie w wodzie. Ale... druga, nieśmiała próba i... udało się Pokazuję język Będę żyć. Hmmmm kolejny problem. Paweł ma kłopot z ponownym założeniem suchacza... Zamiast elastycznego materiału, zrobiła się z niego bryła lodu... Ha ha jakież mądre było siedzenie w swoim przez cały czas Śmiech No ale udało się. Kiedy ja kończyłam zakładać sprzęt, kolega siedział już w wodzie. Żeby nie było nam tak łatwo to...

Po pierwsze- wskoczył do wody i wyskoczył z niej jak oparzony... Niestety zamarznięty zamek w suchaczu nie pozwolił się do końca zapiąć... Taaa czemu tylko to ja musiałam klęczeć na platformie z 50 kilogramami na plecach i szukać przyczyny zalania skafandra?!

Po drugie- zamarzł mu inflator pod wodą. I miał stały wydatek. Szybko się więc wynurzył, męczył z zakręceniem butli i pewnie modlił, by zaraz to przeszło...
Na szczęście powietrza w butli mieliśmy tyle, że nawet po tym naszym 35 minutowym nurkowaniu, było więcej niż biją w niektórych bazach :)))))))

Po trzecie- pozamarzały nam nawet latarki! Jednak w wodzie szybko odmarzły. Dzięki czemu mogliśmy kontynuować nasze nurkowanie, które było bardzo udane. Dotarliśmy do BMW, poszukaliśmy autka, pooglądaliśmy raki i... zaczęło być nam trochę zimno. Postanowiliśmy pominąć koparkę, którą mieliśmy w planie i nie przeginać. I tak po wyjściu z wody przez 15 minut ledwo ruszałam palcami. A argonu też ze sobą nie mieliśmy... Ale warto było! Mam nadzieję na kolejną taką przygodę :-))))))))))))))