Start WRAKI BAŁTYKU: FRANKEN (70M) I ABILLA (50M). 2011.
Wraki Bałtyku 2011. Franken i Abilla.

 

Wyprawa na wrak tankowca „Franken” zakończyła się sukcesem! A było tyle niewiadomych…

 

Przede wszystkim, a w zasadzie tylko to, nie wiedzieliśmy, jaka będzie widoczność. Dzień wcześniej nurkowaliśmy na wraku holownika „Abilli”. To było moje pierwsze nurkowanie na tej jednostce. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że byłam na 50 metrach a potem wisiałam 20 minut na dekompresji :-) Poza tym nie mam pojęcia, którą część wraku oglądaliśmy i gdzie w ogóle wylądowaliśmy. Widoczność miała może z 20 cm... Szkoda, bo wrak na pewno jest bardzo atrakcyjny. Mimo to, nurkowanie należy zaliczyć do udanych. gdyż było ciemno, daleko do domu, w prądzie oraz wśród sieci rybackich. Czyli nie było lekko a kiedy nie jest lekko, to znaczy, że  jest dokładnie tak, jak lubimy :-) Opadliśmy wzdłuż komina, zamocowaliśmy poręczówkę, zwiedziliśmy część wraku (nie wiedziałam wtedy którą), nikt się w nic nie wplątał i zgodnie z run timem, wróciliśmy do liny opustowej. Tu wykazaliśmy się dużym sprytem ;-), gdyż prąd, fale i RIB porwały naszą linę bardzo szybko, gdy tylko została przez nas odczepiona od wraku. Na szczęście zdążyliśmy ją złapać i odbyliśmy dekompresję niesieni przez prąd i RIBa, do którego nasza lina opustowa prowadziła. Na 6 metrach bujało dość mocno i w pewnym momencie prawie nas wywaliło. Na szczęście znów szybko zareagowaliśmy, spuszczając powietrze z naszych skafandrów, co ostatecznie dało różnicę głębokości mniejszą niż 1 metr. Elegancko :-) Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Jedynie wejście na RIBa przy tej fali, było pewnego rodzaju wyzwaniem, my jednak lubimy wyzwania :-)

 

No i przyszedł czas na Frankena… Moje marzenie od wielu lat. Wrak tankowca, który służył również jako zaopatrzeniowiec pancernika Printz Eugen oraz torpedowców i trałowców. Operował jedynie w rejonie morza Bałtyckiego. Budowę Frankena rozpoczęto w 1937 roku, w stoczni Deutche Wrek Kiel. Kadłub zwodowano dwa lata później - 08.03.1939 roku, a po wybuchu wojny, prace nad tankowcem zostały spowolnione. Konstruowano go tylko wtedy, gdy stocznia nie miała pilniejszych prac. W 1942 roku został odholowany do stoczni Burmeister & Wain w Kopenhadze, gdzie dnia 17.03.1943 roku ukończono budowę i wcielono jednostkę do służby. Dwa lata później (08.04.1945 roku) Franken zatopiony został  przez lotnictwo radzieckie na wysokości Helu. Do dziś spoczywa na otwartym morzu na głębokości 70 metrów.

 

Wymiary:
Długość między pionami Lpp 175,00 m
Długość całkowita Lc 179.00 m
Szerokość na owrężu 22 m
Zanurzenie 10,2 m
Wyporność 22850 t
załoga 94 - 208 osób w zależności od charakteru misji

Napęd:
Cztery silniki spalinowe Diesel po 9 cylindrów każdy.
Dwie śruby o stałym skoku.

Uzbrojenie:
Trzy działa 150 mm
16 działek przeciwlotniczych 2,0 cm
2 działka przeciwlotnicze 3,7 cm.

Głębokości :
Najmniejsza głębokość na wraku 47 m
Głębokość na dnie 72 m

(dane ze strony http://www.balticwrecks.com/pl/wraki/franken/) - z bazy, z której usług korzystamy.

 

Do zadania przygotowywaliśmy się bardzo dokładnie. Czasu mieliśmy mało, gdyż nurkowanie na Abilii skończyliśmy dość późno. Wszystko dlatego, że równie późno wyruszyliśmy na wrak, ze względu na złe warunki pogodowe – mocny wiatr, duża fala. Na bazie pojawiliśmy się około godziny 20 a wstać trzeba było o 6:30 następnego dnia. A tu musimy jeszcze określić trimix, na jakim będziemy nurkować, przygotować stage, zdecydować jaki travel gas zabrać i co na dekompresję. Napisać run time, przygotować butle, naładować akumulatory od latarek… a gdzie pozostałe czynności? Jakiś prysznic, jakaś kolacja, rozmowy (???). A! No i tradycyjna lampka wina ;-) Czas nas gonił, więc trzeba było się spieszyć… Rano czekała nas jeszcze analiza gazów, ewentualna zmiana planu (jakby gazy wyszły nie te, co trzeba – TMX17/35, NX30, NX50) i nowy run time… Jednak wszystko układało się po naszej myśli (wyszedł TMX 17/33), więc po lekkim śniadaniu, wsiedliśmy do autka i pognaliśmy do portu w Helu. Tam czekał na nas RIB, na którego zapakowaliśmy cały sprzęt i siebie. Podróż zajęła nam 18 minut. 300 konny silnik sprawił, że mknęliśmy w ślizgu po falach. Było elegancko, do momentu, kiedy się zatrzymaliśmy. Oj niedobrze, niedobrze… w dosłownym tego słowa znaczeniu :) A tu trzeba jeszcze czekać, kiedy Szczur i Artur się ubiorą i wskoczą do wody. Dopiero przyszła kolej Cichego i moja. Twin, płetwy, stage, kompas, rękawiczki… a fala bezlitośnie kołysała RIBem. Chciałam już tylko znaleźć się w wodzie. I udało się :) Od teraz czekała nas już tylko przyjemność. Na dnie (70 metrów) byliśmy w 5 minucie. Widoczność elegancka 15+ metrów. Żyć nie umierać. Znacznie zmalała między 65 a 70 metrem, gdyż do ok. 3 metrów. Temperatura wody na tej głębokości również była mniejsza, bo z 18 stopni spadła do 11. Naszym planem jednak było zaliczenie głębokości i zwiedzenie wraku do czasu, aż skończy się nasz bottom time (ilość czasu, którą zaplanowaliśmy sobie na dnie). Ponieważ tego czasu było mało, bo tylko 11 minut, zostało nam niecałe 6 do zwiedzania. Cieniutko jak na jednostkę, której długość to jedynie jakieś 179 metrów.. Ale akurat w tym wypadku nie mieliśmy za wiele do gadania. Mądrzyć się będziemy następnym razem ;-) Muszę przyznać, że już samo opadanie wzdłuż ponad 10 metrowej burty, zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Ogrom wraku był dla mnie niewyobrażalny. Wspaniały! Otoczony dużą ilością sieci, jest na pewno miejscem nurkowym w mojej pierwszej 10. Nie raz będziemy musieli tu wrócić, żeby zwiedzić go całego i bym mogła opisać, co jest najbardziej atrakcyjne i co warto tam zobaczyć. Już nie mogę się doczekać następnej wyprawy…