Start NURKOWANIA PODLODOWE 2012.
Ice diving 2012

Nareszcie!!! Tak długo oczekiwana przeze mnie chwila, nie jest już tylko pragnieniem a… historią Uśmiech Spotkaliśmy się na koparkach, żeby w gronie najodważniejszych płetwonurków, zanurkować pod lodem. Lodem, którego grubość wynosiła aż 29 centymetrów! Lodem, który  nie wybacza błędów. Lodem, spod którego nie wydostanie się nikt i nic, jeżeli nie znajdzie przerębla. Nie pomogą tu ani wykłuwanie się nożem ani oddychanie przez fajkę. Tak grubą strukturę ciężko było przeciąć nawet pilą łańcuchową! A co dopiero narzędziem tnącym z kilkunastocentymetrowym ostrzem, kiedy powietrze w butli się kończy, nie ma czym oddychać a ciosy o lód są wykonywane z małą siłą, ze względu na bezwładność panującą pod wodą… To wszystko plus temperatura na powierzchni dochodząca do -15 stopni i widoczność pod wodą przekraczająca 15 metrów sprawia, że na takie nurkowania czeka się z niecierpliwością i poświęca wiele, by je wykonać.


Ciągnie nas tam przede wszystkim niesamowita struktura lodu pod wodą, przepiękne efekty wizualne, spowodowane grą światła prześwitującego przez przeźroczystą  warstwę zamarzniętej wody oraz ta nutka ryzyka, które się podejmuje, by to zobaczyć. Jest naprawdę pięknie, ale też nie ma żartów… Najmniejszy błąd, chwila nieuwagi i zamiast podziwiać napisy, które zrobiło się przed nurkowaniem na powierzchni, trzeba walczyć o życie. Na szczęście jako doświadczeni płetwonurkowie trimixowi  -hehe- (nurkowanie na takiej mieszance nie ma nic wspólnego z nurkowaniem podlodowym i określenie to jest kierowane do 2 osób, które będą wiedziały, o co tak naprawdę mi chodzi Puszcza oczko ) przygotowaliśmy się i zabezpieczyliśmy tak, że natura mogłaby być łaskawa wybaczyć nam ten jedyny malutki błąd. Mieliśmy wszystko, co powinien mieć podlodowy płetwonurek. Twinsety (zestaw dwubutlowy z dwoma oddzielnymi zaworami), dwa automaty oddechowe, stage’a (butla boczna), latarki, kołowrotki, śruby lodowe i noże (te ostatnie, jak wyjaśniałam wcześniej, chyba tylko dla szpanu, lub żeby wyciąć się z jakiejś poręczówki Pokazuję język ). Nie przywiązywaliśmy się liną i nie byliśmy na uprzęży. Nie mieliśmy też asekuracji z góry (osoby, która trzymałaby linę, do której jesteśmy przywiązani). Tego uczy się na kursach i tak powinno się nurkować pod lodem, ale…


Nurkowanie bez liny, jest jak… freeskiing i wszelkie inne formy narciarstwa poza trasami, gdzie czekają na nas dziewicze strasy, świeży śnieg, na którym maluje się pierwsze ślady, niebezpieczeństwo związane z zejściem lawiny, albo zjechaniem w przepaść. To miejsca, gdzie człowiek czuje się wyjątkowy. Był tam, gdzie nie było nikogo innego. A w takich momentach liczy się tylko to, żeby być tam jako pierwszy a najlepiej jeszcze jedyny. Ryzyko i wolność. Tego się nie da opisać w kilku słowach. Można to zrozumieć dopiero wtedy, kiedy stanie się na szczycie takiej góry i zacznie jechać. Albo jak wejdzie się pod lód, na zbiorniku, na którym nie ma nikogo, poza Tobą, gdzie masz tylko jedną opcję wyjścia na powierzchnię, bez względu na to, co się stanie. Taki rodzaj wolności można poczuć tylko i wyłącznie w tych wyjątkowych momentach. I tak było.


Pierwszego dnia byliśmy na zbiorniku sami. I cieszyliśmy się tą wyjątkową chwilą pod wodą, bardzo długo… Tak długo, że lodowata (0,5 stopnia!) woda, która przedostawała się przez jakąś dziurkę rękawa mojego skafandra, zmroziła mi rękę. W rzeczywistości ta woda wychłodziła mi rękę dużo wcześniej, ale tak właśnie działa magia nurkowania podlodowego. Człowiek nie myśli do końca racjonalnie. Ta racjonalność przychodzi dopiero z chwilą, kiedy ręka odmraża się przy gorącym kaloryferze a Ty czujesz… że żyjesz Śmiech Niestety to uczucie szybko mija, kiedy przy tym kaloryferze uświadomisz sobie, że skrajnie, jak na nasze warunki, niska temperatura zmraża cały Twój sprzęt w dosłownie kilka minut po wyjściu z wody. Nie ma czasu na siedzenie i grzanie. Trzeba biec pod wiatę, rozkręcać sprzęt (oczywiście w rękawiczkach, bo nikomu nie życzę dotknąć stali, bądź metalu gołą skórą przy takiej temperaturze. Ze skóry nic już nie zostanie… To znaczy skóra zostanie… na Twoim sprzęcie!) i poukładać go na tyle, na ile pozwala stopnień zalodzenia poszczególnych elementów. Skafander i kamizelka stają się jedną wielką bryłą lodu już po 5 minutach. Wtedy nie ma szans na złożenie wszystkiego w skrzynce. Zostaje tylko nadzieja, że nie połamiesz swojego suchacza za kilka tysięcy złotych Złotousty Ale te wszystkie elementy składają się właśnie na urok nurkowania w takich warunkach. Trzeba działać szybko, precyzyjnie, trzeba skupić się na bezpieczeństwie i jednocześnie myśląc o wszystkich niebezpiecznych aspektach i ewentualnych opcjach rozwiązania danego problemu, nie myśli się o... niczym. Tylko cieszy wzrok magią podlodowego świata.

 

zobacz zdjęcia